niedziela, 20 sierpnia 2017

Szpilki Doskonałe

Dziś piszę do Was bardzo spontanicznie, bo muszę się z Wami czymś podzielić. Jak wiecie postanowiłam przeorganizować sobie kilka rzeczy w Magicznym Domku. Mam na myśli zminimalizowanie miedzy innymi mojej szafy i posiadanych rzeczy. Nie, nie chodzi mi o to, że teraz będę się ubierać tylko na biało-czarno i będę chodzić w 3 rzeczach na krzyż. Ja lubię styl różnorodny, gdzie swoje miejsce znajdą  ponadczasowe klasyki i takie "moje" pewniaki np. asymetryczne swetry (tzw. fru fru jak to mówimy z mamą) jak i koszula czy sukienka w drobne kwiatki (to taka moja słabość od lat). Chodzi mi raczej o to, by trzymać w szafie rzeczy w 100% skrojone na mnie. Nie za duże, nie za małe (ze niby na kiedyś). Nie takie, które mi się "prawie" podobają. Nie takie, które żal wyrzucić, bo są dobrej firmy. Takie, że gdy otwieram szafę, to wszystkie rzeczy mogłabym założyć od zaraz. Takie porządki robię niemalże do miesiąc, by cały czas mieć rękę na pulsie. Gdy czegoś mi brakuje, kupuję to. Ale staram się mocno przemyśleć sprawę. Czy dana rzecz będzie do założenia na raz? Czy będzie pasowała do moich innych rzeczy? Absolutnie wyzbywam się myślenia "dużo, tanio a dobrze". Koniec z takimi zakupami! Jedna rzecz, porządnej jakości. Taka dzięki, której będę miała poczucie dobrze wydanych pieniędzy. Taka, w której będę się czuć wyjątkowo i będzie starczyła na lata. I nie chodzi tu o marki, ale prawda jest taka, że często za marką idzie jakość (ale pamiętajmy, że nie zawsze, więc nazwa firmy nie powinna być czynnikiem wiodącym). 
Za mną dość specyficzne 3,5 roku jeśli chodzi o zakupy ubraniowe. Przez ten czas 2 razy byłam w ciąży, pomiędzy wiedziałam, że zaraz znów będę. Ciąża, karmienie piersią, ciąża i znów karmienie piersią. To czas zdecydowanie pod znakiem dzieci. Moja sylwetka zmieniała się przez cały czas. Najważniejsze w tym okresie była przede wszystkim wygoda, ale zupełnie nie chodzi mi o dresy (wolę raczej czarne leginsy i luźny kardigan) ale również kwestię butów. Na ten czas absolutnie odstawiłam buty na obcasie. Inna sprawa, że po pierwszej ciąży urosła mi stopa o jeden rozmiar (na szczęście w drugiej już takiego skoku nie było ;) ). Optycznie nie widzę żadnej różnicy. To kwestia innego rozłożenia stopy i pomimo, iż mogłam założyć swoje stare buty, to były jednak szalenie niewygodne. Siłą rzeczy musiałam wszystkie moje buty zmienić! 
I tak okazało się, że nie mam właściwie żadnych butów na obcasie. Kupiłam eleganckie baleriny (ogólnie to mój ulubiony typ buta) ale po redukcji poprzedniego numeru, nie czułam potrzeby kupna butów na wysokim obcasie przez ostatnie lata. Aż do teraz.
Jednak po wielu latach doświadczeń, już wiem jakie szpilki i buty na obcasie do mnie pasują. Wiem, że nie potrzebuje nosić ich na co dzień. Wiem, że najwygodniejsze są dla mnie buty o klasycznym kroju na średnim obcasie (max. 7,5 cm). Wiem, już doskonale, kiedy takie buty mam ochotę założyć. I co najważniejsze wiem, że potrzebne są mi maksymalnie dwie pary butów na obcasie (ciemne i jasne). I ani jednej pary więcej, chociażby nie wiem jak były śliczne!
Dzięki temu postanowieniu mogłam postawić na jakość i spełnić swoje dziewczyńskie marzenie. Wybrałam klasyczne, lakierowane szpilki ze skóry marki Furla. Gdy je założyłam, stało się jak w bajkach o księżniczkach. Magia! Idealnie skrojony i pasujący pantofelek na moją stopę. Od razu poczułam lekkość, pewność kroku i gracji. To są buty tak przecudnie skrojone i wyprofilowane, że brak mi słów. Szpilka (7cm) jest dość wąska, ale środek ciężkości tak wyważony, że noga w tym bucie płynie! Szpilki doskonałe!




Jeśli w głowie pojawi się Wam myśl "nie stać mnie na takie buty", to możecie przybić piątkę z dawną Gusią. Wolałam więcej par, by mieć jakiś wybór. Potem okazywało się, że butów mam za dużo, a i tak nie mogłam się zdecydować, które wybrać, gdy czekało mnie jakieś wyjście. Jeśli myślisz, że jest to droga marka, to przyjżyj się swoim butom na obcasie. Z pewnością za ich sumę mogłabyś sobie pozwolić na taką parę lub nawet dwie! Paradoks gospodarowania pieniędzmi polega na tym, że nie zawsze oszczędzamy kupując taniej. 
Zdarza się mi doradzać koleżance lub mamie w wyborze butów do danego stroju na jakieś wyjście. Prezentują po 5-6 par różnych butów. I trwa dyskusja: "Te zbyt strojne bo z kokardką. Te śliczne, ale nie założę ich bo są szalenie niewygodnie. Te czerwone, ale.. ja źle się w tym kolorze czuje, kupiłam je tylko do jednej kreacji" - mówią z coraz większą desperacją. Czy znacie ten scenariusz? Parę par, kupione okazyjnie za 100 max. 200 zł a w sumie żadna nie spełnia w 100% Waszych oczekiwań. Czy na pewno nie stać było by Was na jedną ale idealną parę? Myślę, że to absolutnie nie jest kwestia pieniędzy, ale nastawienia.




Ja wybrałam szpilki, które mogę założyć i do jeansów na randkę i na Wigilię czy wesele do sukienki. Jedna para, a tak wiele możliwości. Na co dzień i tak wybieram balerinki, więc nie potrzebuję wielu fasonów. To klasyk, który będzie pasował do wszystkiego. Jedna para i nie miałabym nic przeciwko, by stała się moim znakiem rozpoznawczym. 
Wybrałam tą markę, ze względu na jakość i wygodę (w końcu włosi są w tym najlepsi). Niewygodne buty, chociażby nie wiem jak piękne, nie dodadzą kobiecie gracji i uroku. 



Jestem w nich po prostu zakochana! :)

Chciałabym przeprowadzić takie rozsądne "porządki" w różnych dziedzinach materialnego świata. To bardzo oczyszcza umysł i ułatwia codzienne funkcjonowanie. Mam nadzieję, że z przyjemnością poczytacie o moich postępach w tej materii. ;)

Do napisania!

P.S Nawet marki premium są okazyjnie przeceniane, więc warto się rozejrzeć. Pamiętajcie, że oryginalne produkty można kupić w sprawdzonych sklepach (typu Zalando, eobuwie itp.).
SHARE:

czwartek, 17 sierpnia 2017

Prosty plan i "nowy" sposób myślenia

Mój "Prosty Plan" (przeczytaj - klik) przedstawiłam Wam już 2 lata temu i postulaty tej metody nadal są bliskie mojemu sercu. Jednak to serce, tak zachłanne na piękno otaczającego go świata, czasami się w nim zatraca. 
Pomimo, iż wtedy zrobiłam wielkie porządki, które dały mi ukojenie, mam nadal słabość do pewnych rzeczy i wciąż uczę się nie ulegać pokusie. Tak trudno, w moim przypadku odmówić sobie nowej pościeli czy też nowych poduszek dekoracyjnych do domu lub nowej pary butów na nadchodzący sezon. Często o tym myślę i często CHCĘ i NIE chcę za jednym razem. Przerażają mnie przepełnione przedmiotami domy i chciwy materializm, a potem zaglądam do naszej kotłowni lub garderoby na dole (gdzie trzymamy różne dziwne rzeczy) i jestem przerażona. Czuję ogromną chęć oczyszczenia naszej przestrzeni. Nie dążę absolutnie do bycia ortodoksyjną minimalistką, bo taka stylistyka nie do końca nam pasuje. Porządki chcę przeprowadzić w różnych dziedzinach naszego życia i w zgodzie z samą sobą.  
Ważne, by uświadomić sobie, co jest dla nas najważniejsze. Ja bardzo lubię zmiany w naszym domu i dlatego obok sklepów wnętrzarskich jest mi trudno przejść obojętnie. Teraz wiele rzeczy można dostać naprawdę w stosunkowo niedrogich cenach i często to nas gubi. Dotyczy to zarówno rzeczy do domu, ubrań z sieciówek oraz przedmiotów codziennego użytku. Sama nakryłam się na głupim myśleniu, że lniane pościele (o których marzę) są przecież takie drogie, że bez sensu jest na nie tyle wydawać. Po czym patrzę na tą moją pełną szufladę różnych pościeli i myślę, że pomimo, iż nie były jakieś zabójczo drogie, to i tak ich wartość wielokrotnie przekroczyła dwa komplety pościeli lnianej, która by nam wystarczyła. I pomimo, iż lubimy taki ciepły, domowy nastrój, to nie koniecznie potrzebujemy aż 5 narzut na łóżko, prawda? A kolekcja świeczek? Czy ja kiedykolwiek je wypalę?
Ostatnio przejrzałam swoje wszystkie torebki, które od lat zbierałam do swojej kolekcji. A kolekcja była różna, od torebek ukochanych i znoszonych, po nietrafione do końca zakupy, aż po torebki, które były ładne, ale nie pasowały pod względem funkcjonalnym w obecnym etapie mojego życia. Miałam też takie zupełne nowe, które owszem podobały mi się, ale kupując je wyobrażałam sobie pewien outfit, który i tak nie jest w moim stylu. I generalnie zazwyczaj bym takie torebki nada trzymała, bo przecież ładne i nowe, ale znam już siebie i wiem, że już ich nie założę. Chciałam odmiany, ale zamiast kupować kolejną torebkę do istniejącej kolekcji, sprzedałam 90% swoich torebek i kupiłam dwie, o których zawsze marzyłam. I jestem przeszczęśliwa, bo ktoś skorzystał, a ja zrobiłam gruntowne porządki. Zamierzam tak zrobić ze wszystkimi rzeczami w naszym domu.
Kolejną sprawą jest podejście do marek i jakości. Uwierzcie mi, że jestem ostatnia, by zamienić się teraz w snobkę tylko z markowymi ubraniami i designerskim wyposażeniem wnętrz. Niektóre marki nie powinny zaliczać się do kategorii premium, a wciąż tam tkwią za sprawą ich logo. Ale jest też druga strona medalu. Jest też sporo prawdy w powiedzeniu, że nie stać mnie na tanie rzeczy. To co się szybko psuje, wygląda tandetnie, nie jest warte nawet swojej niskiej ceny. Za dziesięć rzeczy wątpliwej jakości, można kupić jedną, która posłuży nam lata i da nam poczucie dobrze wydanych pieniędzy. Trzeba tylko wiedzieć gdzie szukać takich rzeczy i na co zwracać uwagę. 
Kiedyś byłam młoda (hihi) i niedoświadczona i wydawało mi się, że ludzie kupują markę, by się nią obnosić. I chociaż wiem, że pewnie znajdą się i takie osoby, to uwierzcie mi, że większość kupuje droższe przedmioty, bo cenią sobie jakość wykonania. A uwierzcie mi, że różnica bywa kolosalna. Jednocześnie nie zawsze jakość idzie w parze z ceną. Od wielu lat przyglądam się rzeczom i czasami takiej samej jakości rzecz (warto czytać składy) jak w markowym sklepie, można znaleźć w sieciówce np. w produktach premium. Jest to umiejętność, którą nabywamy z wiekiem i jest cennym drogowskazem przy kolejnych zakupach. Nie zawsze drogo oznacza dobrze, ale też zazwyczaj nie zawsze oszczędzamy kupując taniej. Tego kompromisu uczę się od lat, bo jest we mnie taka wewnętrzna potrzeba, by mieć dokładnie tyle ile mi potrzeba (nie mniej nie więcej) i żeby to były rzeczy naprawdę dobrej jakości, z którymi zaprzyjaźnię się na lata.
Bardzo ważnym czynnikiem jest też poznawanie siebie i własnych potrzeb. Osoby, które kupują dużo, często nie odnaleźli jeszcze swojego własnego stylu. Poznawanie siebie jest procesem, który każdy z nas przejść musi i na przestrzeni naszego życia, widać jak bardzo potrafimy się zmieniać. Myślę, że magiczna 30-tka jest takim przełomowym momentem w życiu kobiety. Oczywiście jest to granica umowna, bo są dojrzałe kobiety już przed trzydziestką i wciąż szukające siebie panie po 40-tce. Ale zazwyczaj w tym właśnie okresie znamy siebie na tyle, by wiedzieć co nam pasuje. To bardzo ważne, by ubierać się, czy otaczać się przedmiotami, które w pełni do nas pasują. Musimy absolutnie wyzbyć się potrzeby dogodzenia innym. Świadomość własnej sylwetki, stylu życia i potrzeb jest kluczowa do stworzenia np. swojej garderoby czy wnętrza domu. Trzeba też otworzyć się na wewnętrzne zmiany, które zachodzą w każdym z nas. Czasami jest to ewolucja a czasami rewolucja. Ja tak miałam np. z kosmetykami naturalnymi (pisałam o tym sto lat temu tu - klik). Wyrzuciłam dosłownie całą swoją pielęgnację (a raczej porozdawałam wszystkim) i kupiłam parę naturalnych produktów, które uratowały moją cerę. Teoretycznie naturalne kosmetyki są trochę droższe od swoich drogeryjnych przeciwników, ale uwierzcie mi, że wtedy zakupy są bardziej przemyślane, a przez to, że skóra jest w lepszej kondycji, nie potrzeba kupować tysiąca produktów. Gdyby tak każdy przemyślał swoje zakupy i poobliczał ile to wszystko kosztowało, okazałoby się, że spokojnie stać by było ich na droższe kosmetyki, ale w mniejszej ilości, czyli dokładnie tyle ile potrzeba. To samo dotyczy ubrań i innych przedmiotów. Jeśli słyszę od kogoś, że nie stać go na rzecz lepszej jakości, to mam ochotę podliczyć mu jego wydatki. Sama sobie robię to bardzo często i nie chcę tu uchodzić za osobę idealną, bo miewam chwile słabości, popełniam błędy i muszę pilnować też samą siebie. Ale ile to mi daje satysfakcji!

By nie rozwlekać tu tematu, chcę tylko Was uczulić na to, że planuję w Magicznym Domku małe oczyszczające zmiany. O tym procesie i przemyśleniach chętnie Wam napiszę. Może pojawią się wyprzedaże, które niektórzy z Was bardzo lubią (najczęściej można coś upolować na moim Instagramie). Będę zamieniać kilka produktów, na jeden najlepszej jakości, o którym marzę. Zobaczymy jak taki plan wpłynie na nasz Magiczny Domek. 

A jakie pragnienia ma dana osoba w danym momencie życia, poznasz po książkach, po które sięga. ;)



Ostatnio dużo się u nas dzieje, życie dostarcza wielu pozytywnych bodźców, ale taki pęd życia powoduje, że coraz częściej tęskno mi do ciszy i prostoty życia. Wielokrotnie o niej pisałam i jeśli chcecie powrócić do postów o tej tematyce, kliknijcie zakładkę "Prostota" na górze.

Do napisania!
SHARE:
© Magiczny Domek. All rights reserved.
Blogger Templates by pipdig