sobota, 14 kwietnia 2018

Botanika Duszy

Wiosna rozkręca się z dnia na dzień, a w serce wstępują pokłady nadziei i energii. Z kim bym nie rozmawiała, mówi, że lżej mu się żyje za sprawą budzącej się do życia przyrody. Co raz częściej się przekonuję, że w życiu sprawdzają się te najprostsze, mógłby ktoś wręcz powiedzieć, banalne prawdy o życiu. 
Kilka tygodni temu przechodziłam dość trudny czas. Zima ciągnęła się w nieskończoność, spotkało mnie kilka przykrości, a ja każdego dnia walczyłam o lepsze samopoczucie i krztę energii. Instynktownie chciałam uciec w stronę natury. To w jej towarzystwie, z dala od miasta i ludzkich spraw, możemy odnaleźć na nowo samego siebie. Im więcej myślałam o tym, że tęsknie za dzikością i naturą, tym częściej spotykały mnie przemiłe niespodzianki. Za naszym domem z każdym dniem pojawiali się ciekawi mieszkańcy lasu. Wiewiórki, przeróżne ptaki (nawet te ogromne, drapieżne!), bażanty, sarny i kozły, a nawet ostatnio, tuż za naszą siatką zamieszkała para dzików. Nawet nie wyobrażacie sobie ile mi takie towarzystwo sprawia przyjemności! Za naszym domkiem rozciąga się miejski las, ale to nie są dzikie tereny, bo mocno zadomowione przez człowieka. Tym bardziej każde towarzystwo za każdym razem zaskakuje mnie na nowo. Przez chwilę zamieram w bezruchu, a w środku skacze mi serce z ekscytacji. Piękno dzikiego zwierzęcia jest po prostu nie do opisania. To pokłon w stronę prostoty oraz prostolinijnego życia i zasad. Nie wyobrażam sobie życia bez zwierząt również w domu, panuje w nim wtedy zupełnie inna energia. Jednak gdy zima tak długo nie chciała nas opuścić, zaczęłam intuicyjnie zapraszać do naszego domu również coraz więcej roślinności. Zawsze lubiłam kwiaty doniczkowe i chociaż nigdy nie miałam do nich jakoś wyjątkowej ręki, ostatnio czerpię z pielęgnacji roślin ogromną przyjemność i spełnienie. Dziś chciałam Wam pokazać zieloną ekipę z Magicznego Domku, która w chwilach zwątpienia daje mi przestrzeń na rozmyślanie i wewnętrzną rozmowę. Uważam, że takie rozmowy ze samym sobą np. podczas spaceru w lesie czy pielęgnacji ogródka utrzymują higienę duszy. Nie każdy ma jednak ogródek i nie każdemu po drodze do lasu, ale polecam z czystym sumieniem uprawiać botanikę duszy we własnym domu. Bywa, że niektórym wystarczą jeden czy dwa kwiaty, to jednak ich ilość powinna być zauważalna i adekwatna do rozmiaru mieszkania lub domu. I chociaż kiedyś wstrzymywałam się przed nadmierną ilością roślin, bo wydawało mi się, że to całe "podlewanie" będzie stratą cennego czasu, to teraz jestem wręcz przekonana, że jest to najlepszy czas, który mogę poświęcić na spojrzenie w głąb swoich myśli i pragnień. 










Kwiaty w sypialni spełniają dodatkowo bardzo ważną funkcję - są naturalnym filtrem powietrza.













Nie tylko ja uwielbiam kwiaty w łazienkach. One same cudownie się rozwijają za sprawą nieco wilgotniejszych klimatów. Jedyny warunek trzymania kwiatów w łazience to oczywiście dostęp do światła. 





 

Kwiaty kupuje najczęściej w Ikei i na giełdzie. Ale zdarza się, że w Biedronce czy w Carrefourze lub po prostu w kwiaciarni. Ostatnio zabrałam dużą roślinę w doniczce od znajomej, bo jakoś nie mogła się u nich zadomowić, a np. na moim sekretarzyku stoi roślina, którą kupiłam mojej Mamie kiedyś na kiermaszu w podstawówce! Niektóre kwiaty mogą spędzić z nami naprawdę kawałek życia! :)














Lubię wszelakie bluszcze, drzewka szczęścia, ostatnio modne pilea i monstery, jak i draceny, papirusy oraz sukulenty i skrzydłokwiaty. Wiele nazw roślin jest mi kompletnie obca! Ale uczę się poprzez obserwację, w których miejscach jest nim najlepiej i jak często lubią być podlewane.








Przebywanie w naszym zielonym towarzystwie daje mi wiele satysfakcji z połączenia się na swój sposób z naturą. Zauważyłam, że nie w każdym domu rośliny są obecne, lub jest ich naprawdę niewielka ilość. Jak jest u Was? Czy lubicie otaczać się zielenią?

Cudownych kontaktów z naturą w domu i poza nim Wam życzę! Wiosno trwaj! 

Wasza G.
SHARE:

poniedziałek, 9 kwietnia 2018

Migawki Marca '18

Chyba pierwszy raz zdarza mi się załączać migawki miesiąca z takim opóźnieniem, ale kwiecień zaczął się u nas bardzo intensywnie. Czas jednak pożegnać się z migawkami minionego miesiąca i wkleić parę zdjęć do blogowego pamiętnika. Zapraszam Was do migawek z cząstki naszej rodzinnej codzienności. :)

Gabrysia w ciągu dnia potrafi być przebierana parę razy, że pod koniec dnia już nic do siebie nie pasuje! ;)


Wieczorne pokazywanie skarbów cioci Ani.


A potem przepyszna kolacja w damskim gronie.


Ta czereda potrafi się na chwilkę zając sobą, więc można w spokoju napić się kawy o poranku.


Mini burger Marysi!


Ale gofry domowej roboty najlepsze!


Ktoś też ma na nie ochotę.


Znów przerwa na kawę. :)


Oni mają swoje sprawy.


To ja zrobię sobie weekendowe domowe spa. ;)


W tym miesiącu wypiłam niemalże 30 zielonych koktajli. Potrzebowałam dużej dawni energii i witamin.


Nowy domowy projekt. Dyrektor kreatywny rodziny. hihi ;)


Domowa prosta kuchnia.


Mój kącik do pracy.


Luneczka. :*


Nasze chwile.


Bukiecik Marysi na Dzień Kobiet od Taty.    


Wieczory w sercu domu.


Znalazłam u Babi swój stary katalog obrazów ze studiów.  


Randka! Kolacja i film. (W tym miesiącu byliśmy 2 razy w kinie - można to zapisać w księdze Guinnessa, tym bardziej, że poprzednio byłam w raz w ciąży, a jeszcze w wcześniej może tylko max. 2 razy w roku!)


Madame. Podobał mi się!


W domu coraz więcej słońca.


Kawa z Gapcią.


Goście, goście.


Przyjaciółki z przedszkola.


Tatusiowie! ;)


Coraz trudniej zrobić sesję na miesięcznicę, bo ktoś ucieka z kadru!


Naprawdę dziwny ma ten nos Matylda.


 Marysia miała dwudniowe wagary.


Ona po prostu chciała się w końcu wyspać!


A u mojej mamy Procio. Pamiętacie naszego poczciwego staruszka?


Kino bez popcornu? No way!


Mały pomocnik Tatusia.


Bo z Tatą jest fajnie!


Marcowy spacer...



Z moim poharatanym noskiem.


Zmieniam pościel z przeszkodami. ;)


Moja święta chwila w tygodniu. Konie


Źrebaczek. ;)


Świeże kwiaty.


Domowa kwiaciarnia.



Załatwimy sprawy. Zakupy i szybki obiadek w Ikea.


Już do domu?


Poranki!

 
I piżamowe zabawy.


Ulubiona część dnia za sprawą nowej huśtawki! (Jysk)


Weekendowe drzemki z naturalnym termoforkiem.


Ulubione 2 śniadanie podczas drzemki Gabrysi. Cisza, awokado i zielony koktail.


Bezcenne 4 pokoleniowe spotkania z Babi w jej ulubionej restauracji.


Małe przeorganizowanie przestrzeni i wspólna szafa dziewczyn. Już niedługo zamieszkają razem!

 
Będzie nam smutno jak Tata pojedzie...


Ale pomożemy mu się spakować. :)


Rodzina najważniejsza, ale o swoje pasje też trzeba dbać i nawzajem się w tym wspierać. :)


I takie widoki na Majorce.    


Frykasy dla domowników z wyjazdu. :)


Kąpiel sióstr B.  :)


Kawa z sercem.
(Jakie mleko polecacie do kawy zamiast krowiego? Niestety ryżowego, migdałowego i pszennego nie mogę przełknąć :( )


Filmowe wieczory. Och, kiedy ja nadrobię te wszystkie nowości.


Pogoda nas nie rozpieszczała, a wiosna długo kazała na siebie czekać.


Co tam masz?


Tylko jak odzwyczaić się od tej kawy?


Znudzone dzieci w Zarze... ;) :P


Ktoś tu się nauczył sam wstawać!


I znów kwiaciarnia, przygotowania do Chrzcin i Wielkanocy.

 

Pierwsze urodziny Jasia!



A w domku stół czeka na gości.


Do zobaczenia w kolejnych migawkach. :*
SHARE:
© Magiczny Domek. All rights reserved.
Blogger Templates by pipdig